piątek, 19 grudnia 2014

Rozdział 2 - Konsekwrncje bezmyślnego działania

Rozdział 2 
Część 1
Konsekwencje bezmyślnego działania
- Siedziba John'a Stone'a? Dajcie mi chwilę... - białowłosa kobieta wstała z fotela, kierując się w stronę dużej szafki.
Otworzyła górną część, a oczom zebranych ukazały się 4, ogromne sterty różnych papierzysk. Kaguya dokładnie zapisywała, segregowała, układała . Tylko ona mogła połapać się w tym wszystkim, znaleźć odpowiednią teczkę, a nawet kartkę i linijkę. Wyróżniała się niezwykłą inteligencją. Nie tylko zbierała dane, ale także tworzyła różne plany działań. Potrafiła uwzględnić każdy, nawet najmniejszy szczegół.
- Musimy go zabić, albo chociaż osłabić ochronę - westchnęła Hideko. - Dobrze, że chociaż Zakuro postanowiła nas wysłać w większej grupie.
- W większej grupie? - kobieta oderwała na chwilę wzrok od kartek, odwracając przodem do przyjaciółek.
- Ken'ichi i Naoki czekają na zewnątrz - Eriko uniosła ku górze kąciki warg ku górze.
- Rozumiem - wróciła do poszukiwań.
Po około 5 minutach udało jej się znaleźć potrzebny dokument. Była to teczka. W środku 6 kartek. Wszystkie zapisane ładnymi, kształtnymi literkami. Na jednej z nich widniał estetyczny rysunek, budynek w którym krył się Stone'a. Kaguya odnotowała coś w grubym notatniku, wręczając im dokumenty.
- Nie zgubcie - pogroziła im palcem. - Nawet jeśli wykonacie zadanie, mogą się w przyszłości przydać.
- Zawsze tak mówisz, będziemy uważać.
Przestudiowanie planów budynku nie zajęło im wiele czasu. Pomieszczeń było wiele.  Jedne małe, które nie powinny sprawiać żadnych problemów, a inne wręcz ogromne. Poznali dokładnie plan dnia John'a Stone'a. Byli gotowi. Naostrzona broń, zapasowe naboje i odpowiednia ochrona ciała. Budynek znajdywał się na wzgórzu, niedaleko gęstego lasu. Wysokie drzewa ledwo przepuszczały promienie sloneczne. Panowała niezwykła cisza, zakłócana jedynie powiewami wiatru. Zrozumieli, że zbliżają się do celu, gdy drzewa pojawiały się coraz rzadziej.
- Plan znacie - odezwał się spokojnie Naoki. - Ruszamy.
~-~
Mała, blada dłoń delikatnie gładziła brązową główkę. Ptaszek siedział wygodnie na kolanach białowłosej postaci, tym samym grzecznie czekając aż żółta maź na lewym skrzydełku wsiąknie w skórę. W lesie było cicho, więc chłopak mógł w spokoju przebywać w drewnianym domku, zajmując się leśnymi zwierzętami. Do jego uszu prócz powiewu wiatru dobiegał jedynie szum płynącego niedaleko strumyka. Promienie wschodzącego słońca oświetlały jego bladą twarz. drażniły szarawo-zielone tęczówki. Uniósl odrobinę ku górze kąciki różowiutkich warg.
- No, mały - odezwał się wesoło. Miał pogodny, ciepły głos. - Powinieneś już móc latać, wracaj do rodziny.
Zwierzę jakby zrozumiało jego słowa, zaćwierktowało wesoło i wzbiło się w powietrze. Chłopak chwilę go obserwował z opatymi na biodrach dłońmi, aż w końcu cicho westchnął.
- Mam jakieś dziwne przeczucie... - mruknął do siebie, znikając za drzwiami drewnianego domku.
~-~
- KEN'ICHI! WRACAJ! - zawołał Naoki, klnąc pod nosem, gdy chłopak wskoczył już przez okno do sali obrad polityka. - Mały idiota...
Pomimo świadomości dość wysokiego niebezpieczeństwa, w obawie o jego zdrowie sam wszedł do środka. Gładko zeskoczył na ziemię. Jego oczom ukazał się trup. Duża plama krwi już zdążyła ubrudzić dywan. Nad ciałem stał czarnowłosy, z kataną u boku. W lewej dłoni trzymał błyszczący, złoty klucz.
- Wybacz - uśmiechnął się niewinnie, widząc zirytowane oblicze blondyna. - Przeczuwałem, że to jest ten odpowiedni moment i nie potrafiłem się powstrzymać.
- Kiedyś przez to zginiesz, idioto - warknął, odbierając od niego przedmiot.
Na korytarzu nie było nic słychać. Najwyraźniej ten nieszczęśnik sam sprawował wartę na tym obszarze. Dziewczyny poszły z drugiej strony. Ich zdolności w walce i umiejętność współpracy sprawiały, że o nie chłopak się nie martwił. Były doświadczone, wiedziały jak działać w takich syutacjach. Wyszli na korytarz. Utrzymany w ciemnych odcieniach zieleni, odpychał erotycznymi rzeźbami i obrazami. Blondyn mimowolnie się skrzywił.
- Nie podobają Ci się takie rzeczy, Nao-chan? - zaświergorał wesoło Ken'ichi.
W odpowiedzi usłyszał jedynie złowrogie prychnięcie. Zwykle lubił się z nim droczyć. Czasami dawał mu dziwne znaki, zagadywał. Czarnowłosy nie spodziewał się, że podczas misji jego zachowanie zmieni się tak bardzo. Blondyn się zatrzymał. Wyciągnął sztylet. To co się wydarzyło trwało chwilę. Ken'ichi urzał, jak pryska krew. Ostrze zwinnie rozcięło skórę na szyi. Następnie mocne kopnięcie uderzyło drugiego napastnika w brzuch, chłopak rzucił nożem. Trafił centralnie między oczy.
- Skup się na zadaniu - zwrócił się w stronę 19latka, na co ten niewinnie się uśmiechnął.
~-~
- Martwi - oznajmiła spokojnie Eriko, chowając katanę do pochwy przy czarnym pasku.
Hideko uśmiechnęła się wesoło, odwracając przodem do przyjaciółki. Następnie rozejrzała się w koło. Zostało im około 200 metrów korytarza i będą na miejscu. W ulubionej sali John'a. Tam, gdzie marnował swój wolny czas.
- Idziemy dalej? - spytała czerwonowłosa, a jej towarzyszka pokiwała głową. Wytarła rękawem krew z policzka.
~-~
- Czuć śmierć - białowłosy znów wyszedł na polanę.
Tym razem na rękach miał białego króliczka, który właśnie się przebudził. Delikatnie go głaskał, a zwierzę grzecznie siedziało, mrużąc z zadowoleniem oczka. Młodzieniec usłyszał huk. Trudno było dokładnie określić skąd, przez gęste zalesienie, ale chłopak miał tą świadomość. Wiedział, że to z pewnością foteca polityka, Stone'a. Właściciela ogromnego budynku, znajdującego się nieopodal. Pomimo, że nigdy nie dobiegały stamtąd hałasy, to było oczywiste. W końcu to nastąpi. Żyją  w takich czasach, że atak na jego osobe był nieunikniony.
- Coś czuję, że przydadzą nam sie jakieś bandaże. Nie sądzisz, Lue?
~-~
Dotarli na miejsce. Ken'ichi mocnym kopnięciem wywarzył drzwi. To było podejrzane. Nie spotkali zbyt wielu strażników na swojej stronie. Nagle poczuł ból. Klną cicho, syknął. Dostał w ramię. Postrzał. Głos Naokiego kazał mu się wycofać, ujrzał dziewczyny. Nie protestował. Przyłożył zdrową dłoń do rany, odwracając się na chwilę. Wrogów było ośmiu. Co najdziwniejsze, nie dostrzegł tam ich celu. Ewentualnie nie udało mu się go ujrzeć. Przez utratę krwi powoli zaczęło mu się kręcić w głowie. Wybiegł z fortecy, nie zwalniał. Słyszał kroki za sobą. Czuł, że faktycznie Naoki miał racje. Te jego przeczucia kiedyś doprowadzą go do śmierci. Poczuł, że słabnie. Nie słyszał już biegnących za nim ludzi, dlatego chciał choć na chwilę usiąść. Nawet nie wiedział kiedy obraz się zamazał.
~ parę godzin później ~
Zakuro schowała twarz w dłoniach. Nie wiedziała co odpowiedzieć. Milczała, nie wykonywała żadnego ruchu. Naoki niepewnie położył dłoń na jej ramieniu, więc poderwała do góry głowę. W jej oczach widać było ból, przygnębienie.
- Napewno przeżył, niedługo wróci. Przecież nie znaleźliśmy jego ciała, szefowo...
- Mam nadzieję - wyszeptała. - Wiecie, gdzie mógł uciec Stone?
- Niestety nie. Jednakże uszkodziliśmy jego bazę i zabiliśmy większą część ochrony. Trochę mu zajmie naprawa tego wszystkiego i zebranie nowych ludzi - odpowiedziała Eriko, wpatrując się w jej tęczówki.
- Wy nie jesteście ranni?
- Nie, tylko Hideko ma rozcięte ramię. Ale już opatrzyliśmy to.
- Dobrze, idźcie odpocząć.
~-~
Usłyszał jakąś melodię. Ktoś nucił pod nosem. Nie miał siły otworzyć oczu, nie miał nawet ochoty podnieść ręki. Jedynie z jego ust wydobyło się ciche westchnięcie. Czyli żyje? Naoki go znalazł? Nie, nie! Przecież to nie zapach jego bazy! Czuł zioła, a delikatny, chłopięcy głos nie pasował do żadnego rewolucjonsity. Udało mu się otworzyć oczy. Ujrzał drewniany sufit, więc przekręcił głowę w bok. Białowłosy chłopak siedział na krześle obok łóżka, przypatrując się łapce białego króliczka. To on cichutko nucił jakąś spokojną, uspokajającą melodię. Ale... Kim on jest? Nie kojarzył go. Pierwsze, co rzuciło mu się w oczy, to sięgające za ramiona białe włosy. Nie takie jak miał Naoki, całkowicie białe. Niczym śnieg. Radosne oczy, mały nosek, różowe wargi. Delikatne dłonie o długich palcach, przesuwały się po futerku zwierzaczka.
- Przepraszam... Gdzie ja jestem? - udało mu się w końcu odezwać. Natychmiastowo przeszyło go hipnotyzujące spojrzenie szaro-zielonych oczu.
- W moim leśnym domku - odpowiedział ciepłym, kojącym głosem. - Znalazłem cię niedaleko, byłeś ranny. Pomogłem ci tutaj dotrzeć. Pewnie nic z tego nie pamiętasz, bo nie dość, że szedłeś chwiejnie to coś mamrotałeś pod nosem.
Faktycznie, nic nie pamiętał. Jedynie ucieczkę z fortecy i krwawiące ramię. Naoki kazał mu uciec... Właśnie! Gdzie oni są? Nie, nie powinien panikować. Napewno udało im się dotrzeć bezpiecznie do bazy.
- Czyli, uratowałeś mi życie? Dziękuję, naprawdę...
- Nie ma za co, nie mogłem zostawić człowieka w potrzebie. Jestem Takashi - wyciągnął w jego kierunku dłoń, którą czarnowłosy delikatnie uścisnął.
 - Ken'ichi.
_
ciąg dalszy nastąpi <:

pzd.
Tajjemnicza