Rozdział 3
Część I
Dokument terenowy, niezidentyfikowany obiekt: "zaq31"
-Ciekawe imię - odparł radośnie chłopak, a czarnowłosy w odpowiedzi wymusił delikatny uśmiech.
Nie potrafił zachować się swobodnie. Po pierwsze, nie wiedział ile czasu minęło od danej misji. Możliwe, że jego siostra wysłała już cały oddział w poszukiwaniu jego skromnej osoby, podczas, gdy on wyleguje się u nieznajomego w domu. Po drugie, nie miał pewności, że ta osoba nie jest sadystą! Co jeśli chce by wyzdrowiał tylko po to, by potem długo go torturować do śmierci? Nie, to było akurat głupie. Widząc jego zamyśloną twarz, Takashi położył ciepłą dłoń na jego czole.
- Nie bój się, nic ci nie zrobię. Jak wyzdrowiejesz, postaram się odprowadzić cię do takiego miejsca, z którego trafisz do domu. Na twojej bluzie znalazłem znak rewolucjonistów.
- Należę do nich - odparł niepewnie.
W wewnętrznej części ubrań Zakuro kazała naszyć takie znaki. W razie jakiś komplikacji, typu próba włamania się w szeregi drużyny, pokazywało się je. Nikt o nich nie wiedział. Nikt nawet nie wiedział, co oznacza ten trójkąt, z wymalowanym w środku czarnym kotem.
- Skąd wiessz, co to za znak, Takashi? - jego imię w ustach Ken'ichiego zabrzmiało niepewnie.
Białowłosy w odpowiedzi tylko się uśmiechnął, ale nic nie powiedział. Wstał z krzesła i skierował się w stronę jednego z pomieszczenień. Zignorował całkowicie pytanie, co lekko podirytowało rannego. Ale nie miał siły się kłócić. Ledwo mówił, więc nie nadawał się do żadnych sprzeczek.
~-~
- Gdzie on mógł się podziać? - mruknęła do siebie, zakreślając kolejną linię na mapie.
Gdyby umarł, powinni znaleźć jego ciało. Po za tym, to niemożliwe, żeby jej brat dał się zabić! Może ktoś go gdzieś torturuje, bo w jakiś sposób dowiedli, że jest rewolucjonistą? Chyba, że ktoś go ocalił. Ale ktoś odważyłby się na coś takiego?
- Zakuro, znalazłam to o czym mówiłam! - Kaguya weszła do pomieszczenia, położyła jakieś dokumenty na ziemi.
Dowódczyni prędko wzięła je do ręki i zaczęła przeglądać. Z każdą chwilą jej ruchy stawały się bardziej dynamiczne.
"Dokument terenowy. Część VI. Niezindyfikowany obiekt.
Drewniana chatka znajdująca się na terenie lasu. Jej położenie nie jest dokładnie znane. Zamieszkana tylko i wyłącznie w porach letnich, przez niezindyfikowaną istotę.
Podczas pobytu prawdopodobnego właściciela tego miejsca, zwierzęta w lesie stają się łagodniejsze. Zauważano zniknięcia pułapek, różnych broni i ostrych rzeczy z traw i krzaków. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że niezidentyfikowana jednostka ma pojęcia o rewolucjonistach i polityce państwa.
Pojawienia się prawdopodobnego właścicela, pokrywają się z wyjazdami ważnej jednostki Centrum.
Unikać. Nie stanowi niebezpieczeństwa, lecz niewiadomo co się stanie, gdy naruszy się spokój mieszkańca.
Dokument stworzony przez: zaq31"
- Czyj to numer?
- Caroline.
- Sprowadź ją, trzeba znaleźć tą chatkę. Wyruszamy za dwie godziny - zarządziła, jendakże Kaguya pokręciła głową.
- Jest na misji, wróci jutro. Musisz się wstrzymać. A poszukiwania bez niej nic nie dadzą...
Zakuro prychnęła, ale posłusznie pokiwała głową. Wyjrzała przez okno. Nie może przecież stracić drugiego brata! Nancy, do jasnej cholery, wracaj jak najszybciej!
~-~
Białowłosy przyniósł mu ryż z sosem borowikowym. Zasmakowało mu. Dopiero, gdy wziął pierwszy kęs zrozumiał, jak bardzo był głodny. Wręcz pochłonął potrawę, a Takashi przyglądał mu się z zainteresowaniem wymalowanym na bladej twarzy. Skoro nie chciał mówić, skąd wie o rewolucjonistach, może odpowie na parę innych pytań?
- Jak długo byłem nieprzytomny?- zaczął, z nadzieją wpatrujac się w bystre tęczówki.
- Około 26 godzin - odpowiedź natychmiastowa.
- Dlaczego nie bałeś się mnie przyjąć?
- Ranny nic byś mi nie zrobił, nie sądzisz?
- Ale to i tak dość śmiałe z twojej strony.
- Posądzasz mnie o coś, Ken'ichi? - spytał podejrzlwie, choć wciąż się uśmiechał.
Spokojny, piękny, niewinnny...
Spokojny, piękny, niewinnny...
- Wybacz, stary nawyk. Mieszkasz tu na...stałe?
- Nie, tylko w porach letnich - podparł podbródek na dłoni. Nie pytał po co rannemu takie rzeczy. Poprostu odpowiadał. Nie wyczuwał żadnego niebezpieczeństwa.
- To gdzie mieszkasz na stałe?
- W Centrum - rozmawiał z rewolucjonistą. Ale się nie zawahał. Pewna odpowiedź.
Dziwne. Nie boi się mówić, zna ich znak... Kim on może być? Pomimo tej znaczącej niewiadomej, czarnowłosy zaczął czuć się swobodnie w towarzystwie. Już polubił te błyszczące oczy i lekko różowe wargi, które leniwie poruszały się, gdy chłopak odpowiadał na jego głupie pytania. Białe włosy wydawały się mu niezwykle ciekawe, ogólnie. Cała postać Takashiego była... Co tu dużo mówić? Niezwykła.
~Dzień później~
Caroline wróciła koło 7 rano. Od razu na wezwanie stawiła się przed Zakuro. Wysoka, czarnowłosa kobieta w tatuażach. Nieodłącznym elementem jej ubioru były rękawiczki na obu dłoniach. Stała znudzona, wpatrując się w oczy dowódcy.
- Kojarzysz swój dokument o niezidentyfikowanym obiekcie? Leśny domek.
- Kojarzę. Chyba zaznaczyłam, że nie powinniśmy się kręcić w tych okolicach. Właściciel może okazać się groźny. Czemu to cię zainteresowało?
Caroline była jedną z nielicznych rewolucjonistek, które śmiało mówiły co myślą. Nigdy nie zgadzała się potulnie na słowa Zakuro, często kwestionowała jej decyzje. Pewnie dlatego miała najwiecej zadań.
- Ken'ichi zaginął ranny po ostatniej misji. Musimy znaleźć to miejsce. Caro, błagam cię. Jak dowódca i jako siostra, przyjaciółka. Pomóż...
Zauważyła szczerze błaganie. Smutek i tęsknotę w oczach, jak to złośliwie mawiała, czerwonego kaptura. Przeklnęła w myślach, ale pokiwała głową.
- Zbierz ekipę.
~-~
Następnego dnia wstał z łóżka. Chociaż tylko na chwilę, to jednak. Jego kroki były chwiejne, nadal był słaby. Akurat wtedy Takashi opuścił budynek, więc mógł rozejrzeć sie po tym miejscu. Z pozoru zywkły, przytulny budynek. Pewne schronisko dla leśnych zwierząt. Trwał by w takim przekonaniu, gdyby nie zainteresowała go duża szuflada. Odsunął ja delikatnie... i zamarł. Jego oczom ukazało się parę sztyletów i rewolwer. Głębiej małe opakowanie, ale nie zdążył po nie sięgnąć, bo drzwi się otworzyły. Czy on był... Żołnierzem?
- Ken'ichi, czemu wstałeś? - westchnął podirytowany. Nawet nie przejął się otwartą szafką. - Jeśli chciałeś pogrzebać w moich prywatnych rzeczach, mogłeś mnie chociaż o tym powiadomić.
Jednak był wkurzony. Podirytowanie, sarkazm i zniecierpliwienie. To dało się wyczytać z tonu, jakim aktualnie się posługiwał.
- Wy-wybacz - zająkał się.
Białowłosy kucnął przy nim, odchylił włosy z jego czoła. Ku zdziwieniu Ken'ichiego, który spodziewał się raczej uderzenia, złożył na skórze delikatny pocałunek.
- Wiem, że chcesz się wszystkiego dowiedzieć, ale poczekaj jeszcze trochę. I wracaj do łóżka, dobrze? - uśmiechnął się ciepło.
Ken'ichi poczuł ciepło na sercu, gdy ujrzał ten wyraz twarzy. Wyciągnął w jego kierunku dłoń, chcąc pogładzić policzek. W porę się powstrzmał, uśmiechnął przepraszająco.
Z rumieńcem i większym męlikiem w głowie, wrócił na łóżko.
~-~
pzd.
Tajjemnica